Alanya – plaże, klify i typowy wakacyjny klimat.
Pamukkale – białe wapienne tarasy i gorące źródła.
Side – antyczne ruiny tuż nad morzem.
Zaczęliśmy dzień na plaży Kleopatry, gdzie drewniany chodnik prowadził nas między małymi palmami prosto do morza. Jasny piasek ciągnął się daleko wzdłuż brzegu, a nad wszystkim wyrastał zielony klif z twierdzą. Rzędy białych parasoli stały już gotowe, a morze było spokojne jakby osłonięte przez półwysep. Potem wsiedliśmy do kolejki linowej. Gondola sunęła nad zboczem, mijając sosny i krzewy, a pod nami pojawiła się cała Alanya — szeroka plaża, turkusowa woda i gęsta zabudowa wciśnięta między morze a góry. Z góry widać było, jak miasto rozlewa się po dolinach, a plaża Kleopatry układa się w długi, równy pas piasku. Wyżej, przy murach twierdzy, trafiliśmy na kamienną bramę z metalowymi wrotami. Za nią był drewniany taras, z którego otwierał się widok na zatokę. Brzeg zakrzywiał się łagodnie, a w tle majaczyły góry. Na murach rosły krzewy i sosny, a stare kamienie wyglądały, jakby pamiętały każdy podmuch wiatru znad morza. Kawałek dalej zobaczyliśmy charakterystyczną Czerwoną Wieżę stojącą tuż przy porcie.
Długie pomosty wychodziły w morze, a przy nich cumowały statki gotowe na rejsy wzdłuż klifów. Zatoka układała się w kształt półksiężyca, a za nią rozciągało się miasto wspinające się pod górę. Schodząc w dół, minęliśmy zbocze z wielkim napisem „ALANYA”, ustawionym na tle zielonej góry. Z tej perspektywy było widać, jak miasto styka się z naturą — morze z jednej strony, góry z drugiej, a pomiędzy nimi gęsta zabudowa. Na koniec dnia wyszliśmy na promenadę. Rząd palm prowadził nas w stronę morza, a niebo miało kolory zachodu — pomarańcz, róż i błękit mieszały się nad linią gór. Ludzie spacerowali spokojnie, światła latarni zapalały się jedno po drugim, a cała Alanya zwalniała, jakby robiła miejsce na wieczór.